niedziela, 30 sierpnia 2015

Od Shadoe - C.D Jade

Brak komentarzy:
   Mogę to ująć tylko w jeden sposób: Przesadziła. Granica między sprzeczką a otwartą agresją potrafi być bardzo cienka. W szczególności gdy ktoś sprzecza się z osobą mojego pokroju... całe szczęście ja należę do tych panujących nad sobą. Mimo wszystko kobiety łatwiej potrafią mnie przejrzeć, dlatego powinnam bardziej uważać od razu, gdy w progu ujrzałam dziewczynę. One nie ulegają instynktom, nie patrzą na wygląd, a na umysł... przez to trudniej przy nich utrzymać maskę, w szczególności przy takich, jak ona - wzburzonych i już negatywnie do mnie nastawionych. Rozumiem wiele, toleruje to, a nawet potrafię po części zrozumieć, ale głupia? Wiele można by o mnie powiedzieć... jestem obdartym z uczuć, bezdusznym i okrutnym potworem czującym szczęście na widok ludzkiego cierpienia, ale głupia nie jestem. Można mi nie wierzyć, sama powątpiewam, czy w rzeczywistości jestem w stanie to odczuć, ale mogłabym przysiąc, że się wściekłam. Maska znów opadła, nie uśmiechałam się już ani nie próbowałam załagodzić sytuacji. Nie to nie. Patrzyłam teraz na nią swoim naturalnym, chłodnym wzrokiem przekazującym wprost: Lepiej się odsuń. Jej umysł już przejrzał na oczy, "trzeba zwiewać." ale ona sama... najwyraźniej opierała się temu uczuciu bo mimo nóg świerzbiących do wyjścia, znieruchomiała i wpatrywała się we mnie. A co, gdybym się trochę... pobawiła? Uśmiechnęłam się delikatnie, choć ten wyraz twarzy nie był już życzliwy. To kolejne ostrzeżenie mówiące jej, że lepiej ze mną nie zaczynać. Odejdź stąd bo to skończy się dla ciebie źle. Nie zareagowała.
- Skończyłaś? - Odezwałam się w końcu moim naturalnym, nie malowanym głosem, jakim zwykłam się wypowiadać. Wciąż można wyczuć w nim "melodię", codzienne zajęcie robi tu swoje, ale to nią ta sama Shadoe. Nieznajoma ma teraz do czynienia z Prawdziwą mną, Seryjną zabójczynią, gadem, katem i wilkiem w stadzie bezbronnych owiec miasta - Shadoe, którą jestem zawsze, ale którą poznali tylko nieliczni, którzy już opuścili ten świat. Dostrzegła mnie, ale nie zdała sobie sprawy z Mojej obecności. Zlekceważyła mnie, a teraz może za to zapłacić... lecz nie musi. Przecież nie po to całe życie poświęciłam na tworzenie sobie odpowiedniego wizerunku, by teraz zabić kogoś na klatce schodowej przed swoim mieszkaniem, w oczach kamer, z zimną krwią... nie, to nie ma sensu. Nie miałoby, gdybym chciała to zrobić, ale nie ma nawet takiej potrzeby... póki nie przejdzie od słów, do czynów.
Wciąż się w nią wpatrywałam z tym samym wyrazem twarzy, czy w końcu sobie pójdzie? Zostawi węża w spokoju, czy nadal będzie dźgać go patykiem ignorując dźwięk grzechotki? W końcu może się doigrać... ale przecież nie może być tak głupia, dostrzegła poszlaki, które inni przeoczają, bez pomocy wydedukowała czym się zajmuję, tylko przeoczyła, kim jestem. Ale za to nie można jej winić... jestem w końcu bardzo doświadczonym kameleonem.
<Jade?>

Od Jade - C.D Colette

Brak komentarzy:
Przekręciłam oczami. Nienawidzę, kiedy ktoś mi prawi kazania, dlatego nie ważne czy to jakaś menedżerka, czy gwiazdeczka, każdy dostanie ochrzan. Spojrzałam na stojącą przede mną dziewczynę, a raczej zmroziłam ją wzrokiem. Była dosyć ładna, ale jak dla mnie za niska i za chuda. Takie jakby małe truchło, tyle, że każdy chłopak szalał na jej punkcie. Wzięłam głęboki oddech i gwałtownie wypuściłam powietrze – taki sposób na złość.
- Moim zadaniem jest cię nauczyć swobodnie i zgrabnie się poruszać – odparłam.
- A co? Nie jestem zgrabna?
- Jesteś, ale to nie znaczy, że zgrabnie się poruszać. Wiesz w ogóle, co to jest wdzięk? – spytałam retorycznie. – Więc tak. Moim nieskromnym zdaniem, nie masz problemu z poruszaniem się, ponieważ jakoś sobie radzisz na wybiegach. Uważam, że jesteś po prostu niepewna, że robisz dobrze. Jednak, jak pewnie wiesz, są gwiazdy za pewne siebie. Wtedy łatwo o skandale, gdyż ubierają się jak panie lekkich obyczajów i tak też się zachowują.
- Nie jestem pewna siebie? Jestem modelką!
- No właśnie – wskazałam na nią palcem. – Dlaczego nie potrafisz być taka dla swojej menedżerki? Dobra, zakładamy, że jestem miła i spokojna, na co dzień. Jednak gdybyś była pewna swoich wyborów i działań, powiedziałabyś jej, że się spóźniłaś i tyle, a jak chce się wydzierać, to niech sobie inną modelkę najdzie.
- Kłamstwo!
- Okrutna prawda, kotek – prychnęłam.

(Colette?)

Od Jade - C.D Shadoe

Brak komentarzy:
- Cóż, – odparłam i oparłam się o ścianę – zgadywałam. Zauważyłam płyty, plakaty gwiazd muzyki, słuchać, że czegoś słuchasz i to chyba radio, bo ktoś w tym momencie czyta wiadomości. Dodatkowo masz melodyjny głos, pomimo że byłaś zła, więc widać, że tego nie kontrolujesz albo nie chcesz.
- Czyli, to tylko dedukcja? – chciała się upewnić.
- Tak. Wiesz, na świecie zdarzają się wciąż osoby tak zwane inteligentne. Mają one oczy, uszy, ale jest też coś, co nas wyróżnia, rozum. Dzięki takiemu narządowi jak mózg zapamiętujemy niektóre fakty i potrafimy je łączyć – odparłam sarkastycznie.
- Bardzo śmieszne – z cynizmem było jej do twarzy.
- Do twarzy ci z cynizmem – wypowiedziałam swoje myśli, co wybitnie ją zdenerwowało. – Co? Ulubienica miasta pokaże swoją prawdziwą twarz, nieodzianą w maskę dobroci. Nie będzie już słodkiej, głupiutkiej piosenkareczki o twarzy niewinnej owieczki? Nagle pojawi się wredota, owijająca sobie wokół palca każdego naiwnego, który nie potrafi widzieć tego, co nie widoczne?
- A ty potrafisz to zauważyć?
- Ja się urodziłam po to aby widzieć wszystko i gnębić sztucznie milutkie panieneczki, które zaniżają mi statystyki inteligencji tak, że większość mężczyzn widzi dziewczynę i myśli ładna, a automatycznie włącza mu się czerwona lampka: głupia.

(Shadoe?)

sobota, 29 sierpnia 2015

Od Jasmine - C.D Lionell'a

Brak komentarzy:
Wracając późną nocą ze studia przechodziłam przez park. Po drodze spotkałam jakiegoś schlanego gościa na ławce. Normalnie to bym go zostawiła, ale nie chcę mieć potem wyrzutów sumienia. Gdy spytałam czy wszystko dobrze, jego odpowiedź była jednoznaczna.
- Pamiętasz chociaż gdzie mieszkasz?- spytałam.
- Niee e- wymamrotał.
Westchnęłam przykładając rękę do głowy i wzdychając. Rozejrzałam się czy nikogo nie ma. Postanowiłam podjąć ryzyko. Przełożyłam jego rękę przez swoje ramię i pomogłam wstać. Dobra, jakoś będę musiała dojść z nim do domu, ale nie wiem czy wytrzymam ten odpychający zapach jakiegoś trunku. Nigdy nie przepadałam za alkoholem czy paleniem papierosów. Bardziej preferowałam zdrowy tryb życia. No dobra, piję okazjonalnie, ale w niewielkich ilościach tak żeby się nie uchlać tak jak mój towarzysz. Najgorsze w tym wszystkim było to, że był ode mnie sporo wyższy, co nieco utrudniało sprawę przy moim średnim wzroście. Po drodze było kilka problemów. Albo się wywalił, albo nie chciał iść. Jednak najgorzej było przed apartamentowcem. Usiadł na środku wejścia przed drzwiami i przez dziesięć minut nie miał zamiaru wstać. Jakoś doszłam z nim do windy. Dobrze że akurat nie było recepcjonisty, bo by mnie nieźle ochrzanił za wprowadzanie upitych gości z ulicy. Szybko dojechaliśmy na moje piętro. Spojrzałam na chłopaka. Chyba prawie spał, oczy miał zamknięte, ale jakoś włóczył nogami. Gdy korytarzem doszliśmy do drzwi mojego mieszkania przekręciłam kluczyk w zamku, który zdążyłam wyjąć gdy jechaliśmy windą. Pierwsze co zrobiłam po przestąpieniu progu to położyłam go na kanapie w salonie. Potem wyjęłam klucz i zamknęłam drzwi. Zdjęłam kurtkę, a buty ściągnęłam po drodze do kuchni. Wyjęłam z lodówki sok biorąc kilka łyków. Chłopak zdążył już zasnąć. Przykryłam go kocem i poszłam do łazienki wziąć prysznic. Po piętnastu minutach wyszłam przebrana w piżamę, która składała się z krótkiego t-shirtu odkrywającego brzuch i spodenek. Nastawiłam budzik i poszłam spać. Następnego dnia z samego rana obudził mnie alarm. Jednym ruchem ręki go wyłączyłam. Usiadłam na łóżku rozciągając ręce. Wsunęłam na nogi kapcie i powłóczyłam do kuchni. Będąc tam usłyszałam ciche jęki dochodzące z salonu.
- Pewnie się obudził...- powiedziałam sama do siebie i wolnym krokiem ruszyłam w stronę salonu, ale zanim to zrobiłam wzięłam aspirynę i szklankę wody ze sobą.
Tam na kanapie przewracał się z boku na bok chłopak, którego "przygarnęłam".
- Moja głowa...- mruknął.
Podeszłam i postawiłam na stoliku szklankę z dwiema tabletkami.
- Weź, pomogą ci- powiedziałam spokojnym, acz nieco stanowczym tonem.

<Lionell?>

Od Colette - C.D Jade

Brak komentarzy:
Dziewczyna chyba nie była o dużo starsza ode mnie, jednak różnica w naszym wyglądzie robiła swoje, przez co czułam do niej taki jakby respekt. O wiele bardziej przypominałam dziecko, jednak ona… jej wygląd, jej budowa ciała. Była piękna kobietą. Nie żebym jakoś specjalnie w takich gustowała. :’)
Tak jak powiedziała tak też zrobiłyśmy. Moja menedżerka była załamana podejście Jade do tej sprawy. Mniej więcej jej mina wyglądała tak „Nie dość, że dajemy jej dobrą posadę to jeszcze pokazuje różki.”. No tak, bo przecież nie każdy musi być jej posłuszny. Ja również nie muszę, ale tak jest mi jakoś… wygodniej ? Nie musze się z nią wykłócać, ani pokazywać kto tutaj rządzi, kto jest lepszy. Weszłam do domku, szybko przebrałam się i wyjechałyśmy do Sali, w której Herondale miała nauczyć mnie rzekomo „lepiej się ruszać”. Przecież mówili, że mam być naturalna, a nie wyginać się jak jakaś gimnastyczka. I tak pewnie mi się to na nic nie przyda, no ale niech im będzie. Dziewczyna wchodząc do środka rzuciła klucze gdzieś w kąt, razem  torebką i od razu stanęła przed ogromnym lustrem.
-Czemu się nie odzywasz ? Od momentu wyjścia  agencji nie zamieniłyśmy jeszcze ani jednego słowa. Może się mnie przestraszyłaś ?
-Hmm ? A… nie. Uważam jednak, że za ostro ją potraktowałaś. – wyraziłam swoją opinie, ale już na starcie wiedziałam, że to złe posunięcie.
-Uważasz ? Nie sądzisz, że trochę nie na miejscu było darcie się na mnie, chociaż to ja robię im przysługę, ze tam przyszłam ?
-Ale dostajesz za to pieniądze. I to nie małe pieniądze pewnie. – usiadłam sobie z boku na jakimś krześle i obserwowałam dziewczynę z odległości. W sumie to nie za bardzo chciałam, żeby doszło do ostrej wymiany zdań (jestem pewna że przegram).-Nie to, żeby przeszkadzał mi twój niepohamowany język, ale kompletnie nie znasz mojej menedżerki a zrównałaś ją z ziemią. – ciemne oczy spotkały się właśnie z jej spojrzeniem. Nic więcej nie mówiąc: wstałam i zdjęłam z siebie bluzę, teraz pozostając jedynie w zielonej bokserce.- No to czego mnie nauczysz ?


( Jade ?)

Od Lionell'a

Brak komentarzy:
Hmmm...Nowe miasto, nowi ludzie, nowe miejsca, nowe sprawy... czyli generalnie nowe problemy. Totalna beznadzieja i lipa do kwadratu. Mógłbym zadać sobie proste pytanie: "W takim razie po co to wszystko, po co ta cała przeprowadzka?", jednak wówczas istniałoby wysokie ryzyko, iż nie byłbym w stanie udzielić na nie odpowiedzi. Może aby uciec od nieskończonych spraw, których rozdziały już na zawsze będą rozpoczęte... Może aby zapewnić sobie swego rodzaju nową rozrywkę, no bo ileż można chodzić do tych samych klubów ? Bycie na "ty" z każdym, a przynajmniej z większością pracowników naprawdę zaczyna się robić nudnawe... A może aby zacząć wszystko od początku z tak zwaną czystą kartą, ale tym razem spróbować wygrać tą partyjkę w grze zwanej życiem... Prawdopodobieństwo tego ostatniego jest równe temu, że właśnie w tej chwili objawi mi się Jezus czyli bardzo znikome, a dla mojej osoby niemożliwe. Może gdzieś w głębi, naprawdę głęboko wierzę jednak do bycia pobożną istotą praktykującą każde kościelne święto zdecydowanie mi daleko.
Otóż to, jestem jednym z największych życiowych przegrywów - nie żeby jakoś specjalnie mi to przeszkadzało, kariera obiboka wychodzi mi doprawdy zajebiście , a na dodatek jest bardzo wygodna - i średnio zależy mi na pozytywnej opinii społeczności.
W dzisiejszych czasach można liczyć tylko i wyłącznie na siebie, a resztę mieć głęboko tam gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę. Zaufanie obcemu jest równe wydaniu zgody na swoją własną, często niezasłużoną egzekucję. Ludzie są nic nie warci więc po co chcieć cokolwiek po sobie zostawić ? Dla następnych pokoleń ? Bo błagam... a co dostałem ja? Nic poza chujowo rozdanymi kartami... a z resztą...
Skończyłem właśnie rozpakowywanie najważniejszych rzeczy kiedy wpadłem na naprawdę genialny pomysł. Czas świętować swoje przybycie! Na dobrą sprawę to każdy powód do urządzenia czy też pójścia na imprezę jest wspaniały.
Przepełniony tą jakże optymistyczną myślą opuściłem mieszkanie i udałem się na poszukiwania jakiegoś pubu, lokalu lub jak tam jeszcze inaczej się tu na takie miejsca mówi.
Znalazłem jeden kilka przecznic dalej od miejsca mojego zamieszkania. W środku było całkiem przytulnie, urządzony w jakimś starszym stylu, chętnie określiłbym w jakim ale nie mam o tym zielonego pojęcia. Było coś koło godziny 20 zatem ludzie, już się schodzili, lub od jakiegoś czasu balowali.
Zająłem miejsce przy barze na miękkim, skórzanym stołku i zamówiłem sobie drinka, który był specjalnością lokalu. Osoby siedzące w okolicy popatrzyły po sobie zdumione a ja nie bardzo rozumiałem o co im u licha chodzi.
- Jeżeli wypijesz pan 5 takich w przeciągu pół godziny to do końca dnia pijesz pan za darmo. - oznajmił mężczyzna stawiając zamówienie pod moim nosem.
- Pięć i pół godziny? Niech będzie.
Wziąłem szkło po czym za jednym razem je wyzerowałem. O cholera ale mocny ten shit. Nie wiem co oni tu dodali ale mordę na drugą stronę wykrzywia. A jak pali w przełyku... Już rozumiem dlaczego wymyślili tą gierkę...
Jakieś pięć minut zajęło mi dojście do siebie nim machnąłem na kelnera, dając znać, iż przyszła pora na następnego.
Tym razem przyjrzałem się temu napojowi podejrzliwie i nie myśląc za wiele go również wydudniłem. Drugi zamiast pójść łatwiej sprawił zdecydowanie więcej problemu. Ło kurcze...
Zostały dwie minuty i jeszcze jeden do wypicia. Teraz ja byłem główną atrakcją lokalu, bo wszyscy wgapiali się we mnie jak w nieznany gatunek. Tak, oni na pewno wiedzieli, że to nie lada wyzwanie więc nikt nie porywał się z motyką na słońce.
- Dawaj! Dawaj! Jeszcze jeden! - podpuszczał mnie tłum.
Westchnąłem głośno, będąc już zalanym w pestkę. Mają racje tylko jeden a nie będę musiał płacić. Nie żebym potem był w stanie wypić coś jeszcze...
Drżącą ręką uniosłem drinka i z zaciśniętymi oczami wmusiłem go w siebie. Pierwszą reakcją organizmu był odruch wymiotny, którego na całe szczęście udało mi się powstrzymać.
Krzyki, brawa i przyjazne poklepywania czyli zmieściłem się w określonym czasie.
- Dobra stawiam wszystkim kolejkę - wybełkotałem na co oni ryknęli śmiechem, a personel chcąc nie chcąc musiał wszystkim zapodać alkoholu. Sam powoli kierowałem się ku wyjściu jednak była to w cholerę trudna sprawa. Kiwało się wszystko z lewej na prawą, a potem z prawej na lewą. Starając się utrzymać pion wyszedłem na zewnątrz i oparłem się o ścianę.
Nie pamiętam jak, ale dotarłem do parku, z którego jedną z ulic można było dotrzeć do mojego mieszkania. Niestety za nic nie pamiętałem którą...
Usiadłem na ławce i opierając łokcie na kolanach schowałem twarz w dłoniach. Jak nie umrę dziś to kac zniszczy mnie jutro... Znakomicie.
- Przepraszam, wszystko w porządku ? - odezwał się jakiś głos. Nie wiem nawet czy kobiecy czy męski.
- Ee - pokręciłem przecząco głową. - jezt...chu...chuj...owo - wymamrotałem niezrozumiale.
<Ktoś?>

piątek, 28 sierpnia 2015

Od Shadoe C.D Jade

Brak komentarzy:
   Nieczęsto ktoś odwiedza mnie o tak wczesnej porze, za samego rana, gdy słońce jeszcze dobrze nie umieściło się na niebie, a na ulicach ludzie zaczynają się dopiero zbierać. Czasem zdarza mi się więc zapominać o nałożeniu swojej maski życzliwości, nie ulega jednak jednocześnie wątpliwości fakt iż czasem w połączeniu z rzadkością takich wizyt u mnie równa się prawie nigdy. A jednak tym razem zapomniałam, zdarza się... w końcu w pewnym sensie jestem człowiekiem. Mimo iż mój umysł bardziej zbliżony jest do gadziego.
   Zauważywszy mój błąd postanowiłam czym prędzej zakończyć tę, prowadzącą do niczego dobrego, wymianę zdań. Dziewczyna jednak nie dawała za wygraną, najwyraźniej niezwykle nabuzowana i gotowa wyładować się na zupełnie obcej osobie... zdziwiło mnie jedynie to, że wiedziała, czym się zajmuję jako lubiana mieszkanka miasta.
   Gdy tylko zaśmiała się ze mnie, odwróciła się na pięcie i skierowała ku wyjściu, lecz teraz już nie chciałam się jej pozbyć. Gdy ktoś mnie zna, nie mogę pozwolić na spięcie z nim, nawet, jeśli nie pamiętam jej twarzy, co u mnie jest niespotykane.
- Czekaj! - Zawołałam przybierając jednocześnie postawę przyjazną. - Chyba wiem, kogo szukasz. - dodałam. Bardzo zdziwiłabym się, gdyby nie odwróciła się do mnie z powrotem. Zrobiła to, czego oczekiwałam. - Mogłabyś podejść? - Spytałam zniżając nieco głos. Dziewczyna zastanawiała się chwilę, lecz już po kilku sekundach wiadome było, co zrobi. Ruszyła ku progowi mojego mieszkania, by po chwili znaleźć się ponownie przede mną, wciąż z bojowym nastawieniem. - Elizabeth Wayne, tak? - Upewniłam się jakbym nie pamiętała dokładnie, co minutę temu mówiła do mnie nieznajoma. Kiwnęła głową. - Mogę się mylić, ale chyba mieszka budynek obok. Mieszkanie 5/3. - Uśmiechnęłam się do niej tworząc kilkunastosekundową pauzę. - Skąd wiesz, czym się zajmuję? - spytałam nagle, zmieniając temat.
<Jade?>

Od Jade C.D Shadoe

Brak komentarzy:
Spojrzałam na zegarek, była ósma. Od dwóch godzin łaziłam po całym mieście szukając jednej, podłej, znienawidzonej przeze mnie osoby - Elizabeth Wayne. Była to siedemnastoletnia blondynka o zielonych przenikliwych oczach. Dla mnie to jednak wredna żmija, która miała mieć ze mną kurs, o który błagali mnie jej rodzice. Olała go całkowicie, a że kocham denerwować innych i nie ukrywam, że sprawia mi to przyjemność, szukałam jej po całym mieście. Powoli szłam za jej tropem, to dziwne, że każdy trop oznaczał nowy adres dziewczyny, a żaden nie był prawdziwy...
Stanęłam przed kolejnym wieżowcem. Spojrzałam w górę i znowu się zdenerwowałam. "Jak jej tam nie będzie, to gdy ją znajdę, potnę na kawałki, skleję i spalę" - pomyślałam. Weszłam do środka i skierowałam się w stronę schodów.
Zadzwoniłam do drzwi, ku mojemu tłumionemu przez twardą maskę zdziwieniu otworzyła mi jakaś dziewczyna.
- Dzień dobry - wymusiłam uśmiech. - Szukam Elizabeth Wayne, znasz ją?
- A może tak pani ją zna? - prychnęła.
- To, że jesteś u siebie nie znaczy, że możesz się wywyższać - kiedy chciała zamknąć drzwi, wcisnęłam nogę i je zablokowałam. - Jeszcze nie skończyłam.
- Nie odchodzi mnie to? - odparła cynicznie.
- Wokaliszczyna od siedmiu boleści - zaśmiałam się i znowu wymusiłam uśmiech. - Do widzenia.

<Shadoe?>

Od Jade C.D Colette

Brak komentarzy:
Przyszłam sobie kulturalnie na miejsce spotkania, a tutaj jakaś kobieta na mnie się drze. Porywa się z motyką na słońce. Zaczęłam się śmiać jej prosto w oczy.
- To ty mnie wynajęłaś - odparłam poważnie i ostro. - Ja mam codziennie kilkanaście propozycji, które są dla mnie korzystniejsze, bo dostanę więcej kasy. Zgodziłam się, bo znam Colette i chcę ją poznać, ale jeśli tak to ma wyglądać, to do niezobaczenia.
- Co?
- Sprzęgło - odparłam. - Nie będzie prawić mi kazań podstarzała panna, w zbyt ścisłej koszuli, spod której wylewa się tłuszcz i z za dużym dekoltem, bo szuka jakiegokolwiek faceta, ale wiedząc jaka jest ohydna, robi z siebie dziwkę aby w ten sposób przeżyć przygodę na jedną noc!
Kobieta spojrzała mnie nie zdziwiona i przerażona. Powoli usiadła i spojrzała na stojącą obok mnie dziewczynę - Colette. Ja też na nią spojrzałam. Była blada i patrzyła na mnie ogromnymi oczami. "Biedna dziewczyna" - pomyślałam.
- Cześć jestem Jade - odparłam i podałam jej rękę. - Możesz mówić na mnie Silver.
- Collete - uścisnęła moją dłoń.
- Dobrze. Widzę, że jesteś ładnie ubrana, więc jedziemy do ciebie, ubierasz się w coś sportowego i wracamy do mojej sali, zgadzasz się?
- Jasne - odparła.
- A co do ciebie, - wskazałam palcem na jej menadżerkę - Collete nie ma problemów ze sobą, tylko z tobą. Przestań się wydzierać na tą biedną dziewczynę, to może znacznie wierzyć w siebie.

<Colette?>

Jasmine Perez

Brak komentarzy:

Piekło jest puste. Wszystkie diabły są tu.
Imię i Nazwisko: Jasmine Perez 
Przezwisko: Jak jakieś wymyślisz to daj znać. 
Wiek: 20 lat 
Płeć: Kobieta
Charakter: Jasmine to dosyć specyficzna osoba. Lubi spokój i stara się unikać kłótni. Zawsze stara się znaleźć pokojowe rozwiązania. Dąży do celu za wszelką cenę. Nie należy do tych, co poddają się po pierwszej nieudanej próbie. Porażki są dla niej lekcją. Nigdy się nie poddaje. Jeśli ktoś jest wredny dla niej, ona odwdzięczy się tym samym. Szczyci się anielską cierpliwością, ale jak wszystko ma swoje granice. Nie lubi gdy się ją poprawia. Robi rzeczy na swój sposób. Zawsze wysłucha i ewentualnie doradzi. Jako przyjaciółka idealnie zdałaby egzamin. Jest lojalna i nigdy nie zdradza powierzonej jej tajemnicy. Szanuje decyzje innych. Jasmine to niezwykle mądra, bystra i przebiegła dziewczyna. Nie da sobie wejść na głowę. Uparta jak osioł, jeśli coś sobie ubzdura to nie ma zmiłuj. Bywa zmienna i nieprzewidywalna jak pogoda. Każdemu pokazuje inną twarz. Jaką pokaże tobie? 
Zauroczenie: Nikt na razie nie przykul jej uwagi
Praca: Jest fotografem, ale tak to uwielbia że nie traktuje tego jak pracy tylko jako hobby. Dostała studio fotograficzne, co było dla niej jak szczęśliwy los na loterii. Dzięki jej umiejętnościom szybko zyskała klientów.
Mieszkanie:
Mieszkanie w niewielkim apartamentowcu znajdującym się na ulicy East Street.
Aparycja: 
  • Kolor oczu: Piwne. 
  • Wzrost: 172cm.
  • Znaki szczególne: Brak. 

Inne: Uwielbia robić zdjęcia. Niemalże wszędzie nosi ze sobą aparat. Kiedyś pragnęła stać się sławną wokalistką, ale zrezygnowała. Jednak mimo to nadal lubi i zdarza jej się śpiewać. Oprócz tego gra na gitarze akustycznej i skrzypcach oraz rysuje. Jest osobą o wielu pasjach i zainteresowaniach. Oprócz tego interesuje się jeszcze modą i sportem. Jest praworęczna. 
Inne zdjęcia:
Twórca: Misza213

Od Colette

Brak komentarzy:
   Ciągnęłam walizkę pełną swoich ubrań, rzeczy malowideł po jakże wyboistej drodze. Dlaczego ja to ciągnę!? Nie żebym była jakoś specjalnie rozpieszczona, ale ona była naprawdę ciężka. Taka już rola młodej dorosłej. Jak brzmiały te słowa? A... "Skoro chcesz wejść w dorosłe życie, to musisz sobie radzić sama, bez pomocy twojego szofera i innych ludzi". No to ja im pokażę, jak ładnie będę sobie radzić bez jakiejkolwiek pomocy. Podniosłam głowę by spojrzeć na ogromny, oszklony budynek. Z zewnątrz wyglądał pięknie, ale czy tak samo ładnie wyglądał w środku? To martwiło mnie najbardziej. Niestety również należałam do tych kobiet, które oceniają wszystko po okładce, a dopiero potem patrzą na wnętrze. Wchodząc do holu mało nie wywinęłam orła potykając się prawie o próg. Brawo skarbię, dawno nie miałaś nic złamanego, wybitego czy stłuczonego. Agencja by mnie za to zabiła. Znowu nasłuchałabym się zacnych monologów typu „Twoje ciało to dla nas skarb, powinnaś o nie dbać … !”. Bla, bla, bla. Rozejrzałam się dookoła. Myliłam się. Rodzice oraz szef wybrali dla mnie naprawdę prześliczne miejsce.
- Colette Rammsteiner ? - wyrwała mnie z zamyślenia schludnie ubrana recepcjonistka. Niby mnie tutaj nie znają, bo z kolei moja praca modelki zaczynała się i kończyła w mieście rodzinnym, a jednak ! Wiedziała kim jestem. [Nieważne, że to być może z tego względu, iż dzień wcześniej rozmawiała z moim szoferem, o mojej przeprowadzce.]  W odpowiedzi jedynie skinęłam nieznacznie głową. Kobieta uśmiechając się od ucha do ucha Czy ja jestem taka zabawna? wskazała mi drogę do mojego apartamentu i przy okazji wręczyła klucze. Oczywiście prawiła mi również kazanie na temat tego, o której mam wracać do domu, o której jest cisza nocna i tak dalej, i dalej…
   Wyjaśniła mi, że rodzice płacą jej za moje bezpieczeństwo. Jestem jak oszlifowany diament w towarzystwie zwykłych minerałów, dlatego tak ważne jest to bym nic sobie nie zrobiła.
Po dwóch…. Może trzech godzinach byłam już rozpakowana. Ludzie agencji w której pracuje zajęli się już moimi rzeczami. Na całe szczęście musiałam tachać na samą gorę tylko jedną „podręczną” walizkę. No nie powiem bo mój nowy domek wyglądał bardzo obiecująco. Podobało mi się już pierwszego dnia, więc może dorosłe życie wcale nie jest takie złe…?

~~~

Zmieniłam zdanie, gdy następnego ranka o godzinie 7:00 otrzymałam telefon.Poinformowano mnie w ów czas że mam się stawić w studiu. No tak… zapomniałam, że przecież nie dadzą mi się nacieszyć chwilą wolności od rodziców. Praca to praca i nie wolno jej zaniedbywać. Leniwie zsunęłam nogi z łóżka jeszcze nie do końca widząc na oczy. Telefon odrzuciłam gdzieś na poduszkę, niechlujnie, a zarazem tak żeby nie spadł. Ah te dzisiejsze dotykowe telefony to bardzo delikatny sprzęt.Pierwsze co zrobiłam to skierowałam się do łazienki. Babskie sprawy i tak dalej. Musiałam poprawić swój wygląd, chociaż pewnie i tak charakteryzatorki już na nie czekają. Po... gdzieś tak 3 telefonie od szefa stwierdziłam, że już nie dam na siebie dłużej czekać i pospiesznie wyszłam z apartamentu. O tej godzinie jest tutaj na prawdę cicho. Czyżby jedynym rannym ptaszkiem tutaj byłam ja ? Może po prostu cała reszta już wybyła ? Nie wiem, i ciężko było mi się domyślić.
~~~
Po jakże długiej drodze do agencji weszłam obrotowymi drzwiami i pokazałam plakietkę ochroniarzom. Tak ten obiekt był strzeżony. Ja jak to ja, ale znajdowały się tam o wiele większe szychy, dlatego ktoś tego wszystkiego musiał pilnować. Wjechałam windą na ostatnie piętro. Jakbym musiała pokonywać ten dystans na piechotę to pewnie nogi by mi odpadły.Pociągnęłam za klamkę szklanych drzwi… i już ! Stałam przed obliczem zdenerwowanego szefa. Jak dobrze, że ten człowiek był tak wyluzowany, bo pewnie już nie pierwszy raz miał ochotę złoić mi skórę. 
-Jak się będziesz tak spóźniała to nigdy z niczym nie zdążymy na czas ! - wpadła moja menadżerka i jak zwykle to w jej interesie leżało darcie się na mnie.
-Ale... - podniosłam rączkę jakbym chciała jej coś wytłumaczyć, jednak ona jak zwykle nie pozwoliła mi na to.
-Ostatnie wydawnictwo magazynu, dla którego robiliśmy zdjęcia stwierdziło, że jesteś zbyt sztuczna i że potrzebny ci ktoś kto pozwoli ci się oswoić z własnym ciałem.... - przeglądała jakieś papierki, ale w ogóle nie gubiła wątku, gdy do mnie mówiła. Imponujące. Czasami mam wrażenie, że to właśnie jej praca jest bardziej skomplikowana.-... Z tego tez powodu załatwiliśmy ci instruktorkę tańca. Ma same dobre opinie i mamy nadzieje, że sprawdzi się w tej roli. To niejaka Jade Herondale. Miała tutaj przyjechać na 7:30... - i w tym momencie odwróciła się tyłem, by spojrzeć na wiszący nad drzwiami zegarek.- ... ale jak widać ona również ma tendencję do spóźniania się.
Nagle coś trzasnęło w drzwi. Otworzyły się, a do środka wparowała nie kto inny jak we własnej osobie moja nowa pani instruktorka. Już niedługo nie dam rady ich wszystkich policzyć na palcach. Tyle ludzi koło mnie chodzi. Czy ja jestem aż tak beznadziejna w swoim fachu ? Teraz kiedy oczy wszystkich były skierowane na nią: opieprz, który zazwyczaj ja zbierałam przypadł właśnie jej. Dowiedziała się prawie tego samego co ja. Że nie powinna się spóźniać... że to źle o niej świadczy... bla bla. Ten dzień zapowiada się naprawdę ciekawie...

<Jade?>

czwartek, 27 sierpnia 2015

Jade Herondale

Brak komentarzy:

Nie zwyciężysz wroga, którego twoja wyobraźnia uczyniła niepokonanym.
Imię i nazwisko: Jade (czyt. Dżejd) Herondale
Przezwisko: Silver, Moon
Wiek: 19 lat
Płeć: Kobieta
Charakter: Jade to osoba dość cyniczna i spokojna do granic irytacji innych ludzi. Nie przepada za okazywaniem uczuć, a bycia sztucznie miłym czy zainteresowanym ją straszliwie szybko męczy oraz nudzi. Nie jest zbyt wyrozumiała ani cierpliwa, lecz nawet to rzadko ukazuje. Osoby bliżej ją znające mogą określić Silver jako ambitną i pewną siebie osobę, która zawsze wie co odpowiedzieć i jak komuś dociąć. Raczej nie jest wyjątkowo wredna, ale nie emanuje ciepłem i ufnością, gdyż uważa, że życie to ruchome piaski, tylko najlepiej przystosowany wyjdzie z nich zwycięsko. Kocha wbijać innym szpile najgorszą prawdą, ale tą przyjemność zostawia najczęściej dla swoich wrogów lub ludzi, których uważa za bezużytecznych zabieraczy tlenu. Dla bliskich to całkiem inna osoba. Wybitnie lojalna, cicha. Jedynie na rodzinę nigdy nie krzyknęła, nie obraziła się. To jej jedyna słaba strona, jedyny czuły punkt. Jeśli ktoś go naruszy, może zacząć kopać sobie grób... Oczywiście Jade, nie zawsze była taka. Wszystko zmienił jeden dzień - 19.08.
Zauroczenie: Może ktoś by się znalazł...
Praca: Chciała być dyktatorem, ale została instruktorką tańca
Mieszkanie:
Penthouse przy ul. Roosevelta 18/22. Luksusowy apartamentowiec, na który zarobiła własnoręcznie wygrywając najbardziej prestiżowe konkursy tańca.







Aparycja: Jade to dość wysoka jak na dziewczynę wysportowana osoba o nienagannej figurze.
  • Kolor oczu: szare, czasem wydaje się, że srebrne (stąd jej przezwisko)
  • Wzrost: 170 cm
  • Znaki szczególne: Ma tylko jeden tatuaż - mechaniczne serce (jak wnętrze zegarka) ze skrzydłami, oplecione łańcuchem. Pod nim jest data: 19.08 i podpis: Date mortis meae (z łac. Data mojej śmierci - to data wypadku jej siostry bliźniaczki).
Inne: Jej rodzice i młodszy brat mieszkają w Cardiff. Jade miała siostrę bliźniaczkę, która zgięła w wypadku samochodowym 19 sierpnia, stąd tatuaż. Wtedy Silver stała się z miłej osoby wredną suką. Jej jedyną fobią jest lęk wysokości, taki paradoks gdy mieszka się na najwyższym piętrze.
Dodatkowe zdjęcia: brak
Głos: Lana Del Rey - Young and beautiful
Twórca: Cairenne

wtorek, 25 sierpnia 2015

Lionell Patterson

Brak komentarzy:


Miej wyjeba.ne, a będzie Ci dane.
Imię i nazwisko: Lionell Patterson
Przezwisko: Lion <-- jedynie dla bliskich, innym stanowczo odradzam.
Wiek: 20 lat
Płeć: Mężczyzna
Charakter: Lionell to dość specyficzna osoba i ciężko opisać jego charakter, a dorównanie mu kroku graniczy z cudem. Przede wszystkim jest on cholernie zmienny, porywczy i nieprzewidywalny. Myśli A, mówi B, a robi C. Na co dzień jego głos ocieka sarkazmem i ironią. Nie należy on do potulnych chłoptasiów i nie jest dobrze wychowany, gdyż w jego prywatnym słowniku nie ma miejsca na słowa "proszę", "dziękuję" czy "przepraszam". Nie cierpi jak mu się rozkazuje, ponieważ wówczas robi wszystko tak by otrzymać przeciwny rezultat. Jest typowym nieufnym indywidualistą z dość mroczna przeszłością, której w całości nie zna nikt. Mściwy, dokonuje zadość uczynienia w najmniej odpowiednich momentach. Lion to chamski, bezczelny, zbyt pewny siebie i bezwstydny dupek o niewyparzonym języku, mający opinię innych głęboko tam gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę. Szczery jest jedynie wobec bliskich mu osób, których nie ma poza siostrą, w stosunku do innych jest fałszywy i kłamie jak z nut. Nasuwa się jedno pytanie, czy ma on inne oblicze?
Owszem ma, jednak należy się zastanowić czy jest się na tyle popapranym, by chcieć w pełni go poznać...
Zauroczenie: Miłość? A co to takiego ?
Praca: Robi to za co w danej chwili może dostać pieniądze, nie ma jednego, stałego zawodu
Mieszkanie: 
https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcSsRl4DHUa2N6NgQf0a5RMFNkMsBIXoRoxC85th9LQre3iPieJE

Zamieszkuje on niewielkie jednakże przytulne i gustownie urządzone mieszkanie z balkonem numer 9, znadujące się na trzecim piętrze kamienicy 47 przy ulicy Moon Avenue, sąsiadującej z parkiem.
 


Aparycja: Lion to wysoki, szczupły jednak dobrze umięśniony mężczyzna.
  • Kolor oczu: Ma bardzo ciemne, niemalże czarne oczy, które nadają wyrazistości i ostrości jego spojrzeniu.
  • Wzrost: 196cm
  • Znaki szczególne: Jego ciało pokrywają liczne tatuaże, a każdy z nich posiada swoją historię.
Inne: Bardzo inteligentny, spostrzegawczy, wbrew pozorom silny zarówno psychicznie jak i fizycznie. Bardzo szybki i zwinny. Zna się również dogłębnie na każdego typu broni i ma idealnego cela. Jest wspaniałym aktorem.
  • Nie znosi wiśni i karmelu,
  • Nie lubi łatwych, pustych i plastikowych lasek,
  • Leworęczny.
Dodatkowe zdjęcia: -
Głos: Nickelback - What Are You Waiting For?
Twórca: Ewiana

Od Shadoe

Brak komentarzy:
   Dziś wieczór moim kompanem przy mikrofonie był Patrick - Postawny brunet grający w naszym zespole na stanowisku gitarzysty. Wyjątkowo zdecydowaliśmy się zagrać utwór innego zespołu... podobno Fall Out Boy. Sprawdziłam go sobie w Google, okazało się, że wokalistą jest właśnie człowiek o imieniu Patrick. Zabawne... chyba. W każdym razie nasza interpretacja "Just One Yesterday" wyszła nie najgorzej. W każdym razie tłumowi się podobało. Chyba nawet nie zauważyli, że to nie nasz utwór. No nic... ważne, że zapłata nasza. Tym razem więcej roboty odwalił raczej Patty, ale jest to nieistotne. Oczy zdecydowanej większości mężczyzn i tak zawsze są skierowane na mnie, jako na kobietę... taki instynkt zachowawczy. Tym lepiej dla mnie.
- I saved it all for you. - i tyle ode mnie. Koniec mojego tekstu, koniec zdzierania swojego gardła, bynajmniej na ten wieczór. Słyszę po swojej lewej stronie, jak i z prawej - z głośników - ostatnie zdanie z tekstu utworu. For just one yesterday, i Patrick zamilkł. Cały zespół wymienił ze sobą pełne radości i satysfakcji uśmiechy, w tym oczywiście ja, przybiliśmy piątki i niemal zeskoczyliśmy ze sceny. Udaliśmy się do kierownika odebrać zapłaty. Nie trwało to długo, ja zawsze dostaję pieniądze jako pierwsza... ciekawe dlaczego? Przyjęłam do ręki plik banknotów, który błyskawicznie wcisnęłam sobie do torebki, i wyszłam z pomieszczenie kierując się od razu w kierunku baru. Zaczepił mnie Jack - perkusista zespołu.
- Jak zwykle do baru? - Zaśmiał się. Odpowiedziałam zalotnie-chciwym uśmieszkiem po czym wyrwałam się z niewidzialnego uścisku blondyna i usiadłam na jednym ze stołków. Jack już dawno zniknął gdzieś w tłumie. Machnęłam ręką, a nim się obejrzałam, stał już przede mną barman. Ten sam od kilku lat. Chudy, choć raczej dobrze zbudowany brunet, o rok ode mnie starszy. Ma na imię Luck, ale jest to jedynie nieistotny fakt. I tak jeszcze nigdy nie miałam okazji zwrócić się do niego po imieniu.
- Tak? - Spytał, wyczekując zamówienia.
- Mojito. - Rzekłam, a barman kiwnął nieznacznie głową na potwierdzenie swoich słów.
- Już się robi. - Przystąpił do mieszania składników drinka, ale mnie niewiele to interesowało... czekałam na coś. Na kogoś, nie konkretnego "kogoś", po prostu... trudno to określić. Mój sposób wybierania jest stosunkowo dziwny, nawet ja zupełnie nie przejrzałam, na jakiej podstawie wiem, kto jest odpowiedni. Po prostu to wiem, i tyle. Finito, kropka i basta. Nic nie może podważyć mojej decyzji, bo gdy jest podjęta, powstrzymać mnie może tylko...
- Taka piękna dziewczyna pije sama? - Usiadł przy mnie jakiś mężczyzna. Nigdy wcześniej go tu nie widziałam. Niwy w tłumie, całkiem przystojny, choć nie przesadnie. Miał brązowe lub zielone oczy, w świetle baru ciężko jest odróżnić te dwa kolory. Chyba brunet, choć równie dobrze mógłby być rudy, ale kolor włosów odgrywa tu najmniej istotna rolę. Świetny... idealny. Przybrałam najlepszy wyraz twarzy, jaki tyko jestem w stanie z siebie wykrzesać. "Już mi się podobasz." przekazałam. Luck-barman postawił przede mną mojego drinka i wystawił rękę po zapłatę, sięgnęłam w kierunku torebki. Ospale, lecz nie na tyle, by ktokolwiek to odczytał. - Ja stawiam. - wyrwał się obcy, patrząc przy tym prosto w moje niebieskie oczy, aż zadziwiające, że Oni tego nie dostrzegają. W jego dłoni już znajdował się banknot, który położył na blacie baru, by barman mógł schować go do kieszeni. Zaczęło się...

   Jesteśmy już przy wejściu do mojego mieszkania. Matt jest już pijany... aż dziw, że jest w stanie utrzymywać się na nogach, ale robi nawet więcej. Celowo zostawiłam drzwi otwarte, nie muszę wyjmowac klucza i marnować czasu na trafianie nim do dziurki, przekręcanie i chowanie go z powrotem... wystarczy lekko wcisnąć klamkę ku górze i popchnąć drzwi - co i tak jest niezwykle skomplikowane, gdy trzeba co chwilę robić coś, by utwierdzić faceta w tym, że się nam podoba. Że w ogóle jesteśmy zdolni do emocji... Sypialnie jest na samym końcu mieszkania, w samym tyle. Nie chce mi się tyle czekać, a jemu chyba wszystko jedno, gdzie to zrobimy... rozglądam się ukradkiem. Jesteśmy w salonie, blisko blatu kuchni, opieram się o niego. Odpinam jeden z guzików, jest to niezwykle ciężkie, zważywszy na to, że mam do dyspozycji tylko lewą rękę. Gdzie to jest, cholera! Łapię za trzeci przedmiot stojący na blacie za mną. Uchwyt noża, z resztą mojego ulubionego. Rozpoznaję go po samym dotyku. Jest taki gładki, a przy tym twardy. Niezawodny. Obejmuję Matta, by ten chwycił mnie mocniej. W końcu lądujemy na kanapie... mam go. Siadam na jego brzuchu i szepczę mu do ucha.
- Teraz ja prowadzę. - W moim głosie nie ma już nawet odrobiny sympatii, a jedynie chłodny głos bezwzględnej Shadoe. Mnie prawdziwej, nieudawanej, szczerej. Pozbawionej dobra, wypełnionej mrokiem. Mężczyzna nieruchomieje, po czym próbuje się wyrwać. Chwytam go mocniej. Przysuwam nóż, nie mija chwila, a z jego szyi wypływa Lepka, wciąż ciepła, połyskująca szkarłatem krew. Na moje twarzy pojawia się uśmiech, choć jakby nie zwyczajny. Uśmiech czystej euforii, szaleństwa. Potwora. Znów zbliżyłam usta do jego ucha, jeszcze żyje, choć ledwo.
- Mimo wszystko chyba wolę dziś i teraz od wczoraj... - Wyszeptałam. - Then I’d trade all my yesterday for just one Today. - zanuciłam, a z jego ust wydobył się ostatni krzyk stłumiony zalewającą go krwią. - Nie będzie mi cię brakować. - Oznajmiłam, już na głos. Powoli zeszłam z Matta, rozkoszując się każdą sekunda euforii pozostałą po odebraniu mu życia. Teraz już tylko pozbyć się ciała... ale to nie problem.

   Po tym wszystkim od razu zasypiam o niebo łatwiej. Ten proces oczywiście zawsze i tak jest zdecydowanie łatwiejszy od tego, który prezentują zwykli, normalni... ci "dobrzy" ludzie. Oni muszą męczyć się, przemieszczać z boku na bok. Nim w końcu zapadną w sen mija kolejna godzina, aż w końcu - ze skrajnego wykończenia, zasypiają. U mnie jest to takie... raz, dwa, trzy i lulu. Bez zbędnych ceregieli, problemów i komplikacji. A same sny? U mnie nie ma czegoś takiego... nie miewam snów ani koszmarów. Podróż przez noc przebiega u mnie szybko, nim się obejrzę, nad budynkami miasta już wstaje słońce wyrywając mnie z ów "transu".
   Tak było i dziś. Otworzyłam oczy i spojrzałam przed siebie - byłam odwrócona ku górze, tak więc jedyną rzeczą, jaką dostrzegłam był, biały niczym śnieg, sufit. Obróciłam się w bok i spojrzałam na stojącą przy ścianie na stoliku nocnym zgaszoną lampę. Usiadłam na krawędzi łóżka i poderwałam się z niego po czym zaczęłam iść powolnym krokiem w kierunku kuchni. Szczególnie zwolniłam przechodząc obok kanapy. Wiąże się z nią wspaniałe wspomnienie... zatrzymałam się przy stojącym obok niej stoliku do kawy, wzięłam do ręki monetę, którą zabrałam z kieszeni Matta tuż przed pozbyciem się całej jego reszty. Przyjrzałam się dokładnie jej sygnaturom, delikatnie brudny cent zaplamiony kroplą krwi Matta. Odłożyłam ja starannie i ruszyłam dalej, zrobić dla siebie śniadanie - omlet. Niezwykle sycąca i tłusta potrawa. Smaczny, choć powątpiewam w jego zdrowość, początek dnia. Następnie poranny prysznic, dobranie odpowiedniego stroju i gotowe. Śmiało ruszyłam ku drzwiom prowadzącym do wyjścia z mojego mieszkania, gdy niespodziewanie usłyszałam dzwonek do moich drzwi. Nikogo nie zapraszałam...
<Ktoś? Aby nie było... nikomu nie narzucam, że to on musi być tym dzwoniącym. Zawsze można wymyślić coś bardziej pasującego ;) *Bo z jakiej to beki ktoś miałby mieć w ogóle jakiekolwiek chęci odwiedzenia zupełnie nieznanej sobie osoby?*>

Colette Rammsteiner

Brak komentarzy:
Jeśli się cofasz... to tylko po to by wziąć rozbieg."
Imię i nazwisko: Colette Marie Rammsteiner 
Przezwisko: Coll 
Wiek: 19 lat
Płeć: Kobieta
Charakter:Colette – spokojna, wiecznie uśmiechnięta dziewczyna. Mimo jej niewielkiego wzrostu i dziecinnej twarzyczki jest całkiem wyrozumiała. Z powodu jej takiego, a nie innego zawodu większość rówieśników zawsze uważała ją za zarozumiałą lalunie, dążącą do własnego celu. Nikt natomiast nie chciał jej poznać i zobaczyć jaka naprawdę jest. Coll zazwyczaj przesiaduje sama, no chyba że siedzi z ludźmi z pracy. Tak.. trują jej dupę prawie 24/7. Czasami lubi się jednak odizolować, co nie znaczy od razu, że kompletnie nie znosi towarzystwa. Nie ma w niej nic nadzwyczajnego do czego można by się przyczepić. Jest po prostu kolejną szara myszką, z własnymi ambicjami. Jest cicha i mimo, że nie lubi afiszu to potrafi zadbać o swoje. Na każdy temat, który ją w jakiś sposób urazi potrafi się wypowiedzieć i ewentualnie wyrazić swoje zdanie na temat drugiego człowieka. Szczera. Co do kłamstwa to ma z nim złe układy. Z ludzmi, którzy potrafią zgrabnie ominąć prawdę kłamstwem od razu – od razu zrywa kontakt. Umie wybaczać, aczkolwiek nie  robi tego nadmiernie. Każdemu można dać drugą szansę, ale nie tysięczną.   
Zauroczenie: Nie należy do osób, które jakoś specjalnie dużo czasu poświęcają dla swojej drugiej połówki. Może to tez dlatego, że jeszcze nigdy nie doświadczyła takiego uczucia jak miłość? Oprócz licznej rodziny – nigdy jej na nikim za bardzo nie zależało.
Praca: Colette jako 12-sto letnia dziewczynka zaczęła pracę alternatywnej modelki. Z powodu jej dziecinnej, okrąglutkiej twarzyczki bardzo szybko zyskała sławę i rozgłos.
Mieszkanie: 
Mieszkanko w wysokim apartamentowcu przy ulicy Westbound Road  - miała mieszkać z siostrą, ale ostatecznie zamieszkała sama w dwuosobowym apartamencie. 




Aparycja:

  • Kolor oczu: Brązowe
  • Wzrost: 162cm
  • Znaki szczególne: Brak.
Inne: Co do niej to uwielbia ubierać się w za duże rzeczy, oraz praktycznie cały czas nosi różnokolorowe soczewki.
Dodatkowe zdjęcia: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14

Głos: Megan Nicole ~ B-e-a-utiful
Twórca: xxtavve

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Shadoe Nelson

Brak komentarzy:
"Ludzie często udają... Ja potrafię udawać bez przerwy."
Imię i nazwisko: Shadoe Nelson
Przezwisko: Przez niektóre ofiary swej zabójczej działalności zwykła być nazywana mianem potwora, jednak jej znajomi najwyraźniej postanowili jej tego oszczędzić, nazywając ją po prostu Sho
Wiek: 20 lat
Płeć: Kobieta
Charakter:   Shadoe, czyli pełna uroku osobistego młoda kobieta obdarzona przez los talentem do śpiewu, uwielbiana przez swoje otoczenie i już na pierwszy rzut oka wyglądająca na świetną kandydatkę na przyjaciółkę... a może nawet coś więcej(?).
   A bynajmniej taka jest jej zewnętrzna powłoka, świetnie wykreowana przez nią już za czasów dzieciństwa, gdy to wszystko się zaczęło... w rzeczywistości pozbawiona jakichkolwiek uczuć. Dla niej nie istnieje coś takiego, jak uczucia. Chłodny i bezwzględny umysł, zapatrzony w siebie i pragnący czerpać jedynie własne korzyści, to ona. Nierozłączna z nieustającą potrzebą zabijania, Potwór bez duszy, zasługujący na uwięzienie i tortury, a jednak wolny i mający się świetnie. Przez naukę nazywana mianem  Psychopatki, lecz społeczeństwo nazywa ją po prostu tą miłą dziewczyną z "The Sweet Piggies".
   Aktorka doskonała, nigdy nie wychodząca ze swej roli... póki nie zostanie sama.
Zauroczenie: Obawiam się iż Shadoe nie jest w stanie odczuć na własnej skórze miłości. Rozumiem Tego mechanikę... jednak nie jestem w stanie Jej odczuć. Miłość, jak wiele innych odczuć, jest mi obca. Niemniej jednak zauroczenie jest jednym z tych uczuć, których udawanie opanowałam do perfekcji.
Praca: Ponieważ Sho otrzymała od natury dar nie-tak-złego głosu, zatrudniła się jako wokalistka  pewnego zespołu i wraz ze swoimi kompanami występuje co wieczór w barze o nazwie "Blue Ribbon". Jego nazwa bynajmniej nie jest zgodna z prawdą...
Mieszkanie: 
Jej mieszkanie znajduje się w budynku przy ulicy Moon Avenue - skrzyżowanej z Sun Avenue - o numerze 4/2. Większości szarych mieszkańców miasta nie stać na tego typu apartamenty, jednak Shadoe, szczęśliwością losu, odziedziczyła po swoich rodzicach niemałą sumkę pieniędzy, którą wydała na to właśnie mieszkanie.


Aparycja:
  • Kolor oczu: Niebieskie
  • Wzrost: 157cm
  • Znaki szczególne: Brak.
Inne: Nie ma pojęcia, skąd wzięły się jej "zapędy" do pozbawiania życia przypadkowych mężczyzn, niemniej jednak odczuwa taką potrzebę i raczej nie zamierza przestać uprawiać ów Hobby... można powiedzieć, że TO jest zbyt silne.
Dodatkowe zdjęcia: 12
Głos: Fall Out Boy ft. Foxes - Just One Yesterday Oczywiste jest iż głosem Sho jest ten należący do Foxes(trzecia zwrotka)
Twórca: The Lol Studios

~ ~ ~

Imię: Lorcan
Rasa: Bojownik Syjamski

Otwarcie!

Brak komentarzy:
[Nie wiem jak to zacząć, ale jakoś dam radę :’) ]
Witajcie moi drodzy ! Z tego miejsca chciałabym napisać pierwszy post, przeciąć czerwoną wstęgę i tym samym otworzyć nowo powstałego bloga! Właściwie to jego tworzenie nie trwało zbyt długo, ale uważam, że został on wykonany bardzo starannie.  Większą robotę odwaliła tutaj Ave, co podziwiam, bo ja nie jestem w stanie tak szybko myśleć xD. Ja jestem dodatkiem. Taki Bonus :’) Nie no żartuje, może będę kiedyś tam potrzebna ;)
W każdym razie bardzo serdecznie zapraszam, twórzcie swoje unikatowe postacie i wczujcie się w nie tak samo jak my. Jak Ave w psychopatkę :’).
Mam nadzieję, że wszyscy razem będziemy się świetnie bawić ^^

~Tavv
która nie potrafi
pisać pierwszych postów