niedziela, 30 sierpnia 2015

Od Shadoe - C.D Jade

   Mogę to ująć tylko w jeden sposób: Przesadziła. Granica między sprzeczką a otwartą agresją potrafi być bardzo cienka. W szczególności gdy ktoś sprzecza się z osobą mojego pokroju... całe szczęście ja należę do tych panujących nad sobą. Mimo wszystko kobiety łatwiej potrafią mnie przejrzeć, dlatego powinnam bardziej uważać od razu, gdy w progu ujrzałam dziewczynę. One nie ulegają instynktom, nie patrzą na wygląd, a na umysł... przez to trudniej przy nich utrzymać maskę, w szczególności przy takich, jak ona - wzburzonych i już negatywnie do mnie nastawionych. Rozumiem wiele, toleruje to, a nawet potrafię po części zrozumieć, ale głupia? Wiele można by o mnie powiedzieć... jestem obdartym z uczuć, bezdusznym i okrutnym potworem czującym szczęście na widok ludzkiego cierpienia, ale głupia nie jestem. Można mi nie wierzyć, sama powątpiewam, czy w rzeczywistości jestem w stanie to odczuć, ale mogłabym przysiąc, że się wściekłam. Maska znów opadła, nie uśmiechałam się już ani nie próbowałam załagodzić sytuacji. Nie to nie. Patrzyłam teraz na nią swoim naturalnym, chłodnym wzrokiem przekazującym wprost: Lepiej się odsuń. Jej umysł już przejrzał na oczy, "trzeba zwiewać." ale ona sama... najwyraźniej opierała się temu uczuciu bo mimo nóg świerzbiących do wyjścia, znieruchomiała i wpatrywała się we mnie. A co, gdybym się trochę... pobawiła? Uśmiechnęłam się delikatnie, choć ten wyraz twarzy nie był już życzliwy. To kolejne ostrzeżenie mówiące jej, że lepiej ze mną nie zaczynać. Odejdź stąd bo to skończy się dla ciebie źle. Nie zareagowała.
- Skończyłaś? - Odezwałam się w końcu moim naturalnym, nie malowanym głosem, jakim zwykłam się wypowiadać. Wciąż można wyczuć w nim "melodię", codzienne zajęcie robi tu swoje, ale to nią ta sama Shadoe. Nieznajoma ma teraz do czynienia z Prawdziwą mną, Seryjną zabójczynią, gadem, katem i wilkiem w stadzie bezbronnych owiec miasta - Shadoe, którą jestem zawsze, ale którą poznali tylko nieliczni, którzy już opuścili ten świat. Dostrzegła mnie, ale nie zdała sobie sprawy z Mojej obecności. Zlekceważyła mnie, a teraz może za to zapłacić... lecz nie musi. Przecież nie po to całe życie poświęciłam na tworzenie sobie odpowiedniego wizerunku, by teraz zabić kogoś na klatce schodowej przed swoim mieszkaniem, w oczach kamer, z zimną krwią... nie, to nie ma sensu. Nie miałoby, gdybym chciała to zrobić, ale nie ma nawet takiej potrzeby... póki nie przejdzie od słów, do czynów.
Wciąż się w nią wpatrywałam z tym samym wyrazem twarzy, czy w końcu sobie pójdzie? Zostawi węża w spokoju, czy nadal będzie dźgać go patykiem ignorując dźwięk grzechotki? W końcu może się doigrać... ale przecież nie może być tak głupia, dostrzegła poszlaki, które inni przeoczają, bez pomocy wydedukowała czym się zajmuję, tylko przeoczyła, kim jestem. Ale za to nie można jej winić... jestem w końcu bardzo doświadczonym kameleonem.
<Jade?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz