Ciągnęłam walizkę pełną swoich ubrań, rzeczy malowideł po jakże wyboistej drodze. Dlaczego ja to ciągnę!? Nie żebym była jakoś specjalnie rozpieszczona, ale ona była naprawdę ciężka. Taka już rola młodej dorosłej. Jak brzmiały te słowa? A... "Skoro chcesz wejść w dorosłe życie, to musisz sobie radzić sama, bez pomocy twojego szofera i innych ludzi". No to ja im pokażę, jak ładnie będę sobie radzić bez jakiejkolwiek pomocy. Podniosłam głowę by spojrzeć na ogromny, oszklony budynek. Z zewnątrz wyglądał pięknie, ale czy tak samo ładnie wyglądał w środku? To martwiło mnie najbardziej. Niestety również należałam do tych kobiet, które oceniają wszystko po okładce, a dopiero potem patrzą na wnętrze. Wchodząc do holu mało nie wywinęłam orła potykając się prawie o próg. Brawo skarbię, dawno nie miałaś nic złamanego, wybitego czy stłuczonego. Agencja by mnie za to zabiła. Znowu nasłuchałabym się zacnych monologów typu „Twoje ciało to dla nas skarb, powinnaś o nie dbać … !”. Bla, bla, bla. Rozejrzałam się dookoła. Myliłam się. Rodzice oraz szef wybrali dla mnie naprawdę prześliczne miejsce.
- Colette Rammsteiner ? - wyrwała mnie z zamyślenia schludnie ubrana recepcjonistka. Niby mnie tutaj nie znają, bo z kolei moja praca modelki zaczynała się i kończyła w mieście rodzinnym, a jednak ! Wiedziała kim jestem. [Nieważne, że to być może z tego względu, iż dzień wcześniej rozmawiała z moim szoferem, o mojej przeprowadzce.] W odpowiedzi jedynie skinęłam nieznacznie głową. Kobieta uśmiechając się od ucha do ucha Czy ja jestem taka zabawna? wskazała mi drogę do mojego apartamentu i przy okazji wręczyła klucze. Oczywiście prawiła mi również kazanie na temat tego, o której mam wracać do domu, o której jest cisza nocna i tak dalej, i dalej…
Wyjaśniła mi, że rodzice płacą jej za moje bezpieczeństwo. Jestem jak oszlifowany diament w towarzystwie zwykłych minerałów, dlatego tak ważne jest to bym nic sobie nie zrobiła.
Po dwóch…. Może trzech godzinach byłam już rozpakowana. Ludzie agencji w której pracuje zajęli się już moimi rzeczami. Na całe szczęście musiałam tachać na samą gorę tylko jedną „podręczną” walizkę. No nie powiem bo mój nowy domek wyglądał bardzo obiecująco. Podobało mi się już pierwszego dnia, więc może dorosłe życie wcale nie jest takie złe…?
~~~
Zmieniłam zdanie, gdy następnego ranka o godzinie 7:00 otrzymałam telefon.Poinformowano mnie w ów czas że mam się stawić w studiu. No tak… zapomniałam, że przecież nie dadzą mi się nacieszyć chwilą wolności od rodziców. Praca to praca i nie wolno jej zaniedbywać. Leniwie zsunęłam nogi z łóżka jeszcze nie do końca widząc na oczy. Telefon odrzuciłam gdzieś na poduszkę, niechlujnie, a zarazem tak żeby nie spadł. Ah te dzisiejsze dotykowe telefony to bardzo delikatny sprzęt.Pierwsze co zrobiłam to skierowałam się do łazienki. Babskie sprawy i tak dalej. Musiałam poprawić swój wygląd, chociaż pewnie i tak charakteryzatorki już na nie czekają. Po... gdzieś tak 3 telefonie od szefa stwierdziłam, że już nie dam na siebie dłużej czekać i pospiesznie wyszłam z apartamentu. O tej godzinie jest tutaj na prawdę cicho. Czyżby jedynym rannym ptaszkiem tutaj byłam ja ? Może po prostu cała reszta już wybyła ? Nie wiem, i ciężko było mi się domyślić.
~~~
Po jakże długiej drodze do agencji weszłam obrotowymi drzwiami i pokazałam plakietkę ochroniarzom. Tak ten obiekt był strzeżony. Ja jak to ja, ale znajdowały się tam o wiele większe szychy, dlatego ktoś tego wszystkiego musiał pilnować. Wjechałam windą na ostatnie piętro. Jakbym musiała pokonywać ten dystans na piechotę to pewnie nogi by mi odpadły.Pociągnęłam za klamkę szklanych drzwi… i już ! Stałam przed obliczem zdenerwowanego szefa. Jak dobrze, że ten człowiek był tak wyluzowany, bo pewnie już nie pierwszy raz miał ochotę złoić mi skórę.
-Jak się będziesz tak spóźniała to nigdy z niczym nie zdążymy na czas ! - wpadła moja menadżerka i jak zwykle to w jej interesie leżało darcie się na mnie.
-Ale... - podniosłam rączkę jakbym chciała jej coś wytłumaczyć, jednak ona jak zwykle nie pozwoliła mi na to.
-Ostatnie wydawnictwo magazynu, dla którego robiliśmy zdjęcia stwierdziło, że jesteś zbyt sztuczna i że potrzebny ci ktoś kto pozwoli ci się oswoić z własnym ciałem.... - przeglądała jakieś papierki, ale w ogóle nie gubiła wątku, gdy do mnie mówiła. Imponujące. Czasami mam wrażenie, że to właśnie jej praca jest bardziej skomplikowana.-... Z tego tez powodu załatwiliśmy ci instruktorkę tańca. Ma same dobre opinie i mamy nadzieje, że sprawdzi się w tej roli. To niejaka Jade Herondale. Miała tutaj przyjechać na 7:30... - i w tym momencie odwróciła się tyłem, by spojrzeć na wiszący nad drzwiami zegarek.- ... ale jak widać ona również ma tendencję do spóźniania się.
Nagle coś trzasnęło w drzwi. Otworzyły się, a do środka wparowała nie kto inny jak we własnej osobie moja nowa pani instruktorka. Już niedługo nie dam rady ich wszystkich policzyć na palcach. Tyle ludzi koło mnie chodzi. Czy ja jestem aż tak beznadziejna w swoim fachu ? Teraz kiedy oczy wszystkich były skierowane na nią: opieprz, który zazwyczaj ja zbierałam przypadł właśnie jej. Dowiedziała się prawie tego samego co ja. Że nie powinna się spóźniać... że to źle o niej świadczy... bla bla. Ten dzień zapowiada się naprawdę ciekawie...
<Jade?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz