sobota, 29 sierpnia 2015

Od Jasmine - C.D Lionell'a

Wracając późną nocą ze studia przechodziłam przez park. Po drodze spotkałam jakiegoś schlanego gościa na ławce. Normalnie to bym go zostawiła, ale nie chcę mieć potem wyrzutów sumienia. Gdy spytałam czy wszystko dobrze, jego odpowiedź była jednoznaczna.
- Pamiętasz chociaż gdzie mieszkasz?- spytałam.
- Niee e- wymamrotał.
Westchnęłam przykładając rękę do głowy i wzdychając. Rozejrzałam się czy nikogo nie ma. Postanowiłam podjąć ryzyko. Przełożyłam jego rękę przez swoje ramię i pomogłam wstać. Dobra, jakoś będę musiała dojść z nim do domu, ale nie wiem czy wytrzymam ten odpychający zapach jakiegoś trunku. Nigdy nie przepadałam za alkoholem czy paleniem papierosów. Bardziej preferowałam zdrowy tryb życia. No dobra, piję okazjonalnie, ale w niewielkich ilościach tak żeby się nie uchlać tak jak mój towarzysz. Najgorsze w tym wszystkim było to, że był ode mnie sporo wyższy, co nieco utrudniało sprawę przy moim średnim wzroście. Po drodze było kilka problemów. Albo się wywalił, albo nie chciał iść. Jednak najgorzej było przed apartamentowcem. Usiadł na środku wejścia przed drzwiami i przez dziesięć minut nie miał zamiaru wstać. Jakoś doszłam z nim do windy. Dobrze że akurat nie było recepcjonisty, bo by mnie nieźle ochrzanił za wprowadzanie upitych gości z ulicy. Szybko dojechaliśmy na moje piętro. Spojrzałam na chłopaka. Chyba prawie spał, oczy miał zamknięte, ale jakoś włóczył nogami. Gdy korytarzem doszliśmy do drzwi mojego mieszkania przekręciłam kluczyk w zamku, który zdążyłam wyjąć gdy jechaliśmy windą. Pierwsze co zrobiłam po przestąpieniu progu to położyłam go na kanapie w salonie. Potem wyjęłam klucz i zamknęłam drzwi. Zdjęłam kurtkę, a buty ściągnęłam po drodze do kuchni. Wyjęłam z lodówki sok biorąc kilka łyków. Chłopak zdążył już zasnąć. Przykryłam go kocem i poszłam do łazienki wziąć prysznic. Po piętnastu minutach wyszłam przebrana w piżamę, która składała się z krótkiego t-shirtu odkrywającego brzuch i spodenek. Nastawiłam budzik i poszłam spać. Następnego dnia z samego rana obudził mnie alarm. Jednym ruchem ręki go wyłączyłam. Usiadłam na łóżku rozciągając ręce. Wsunęłam na nogi kapcie i powłóczyłam do kuchni. Będąc tam usłyszałam ciche jęki dochodzące z salonu.
- Pewnie się obudził...- powiedziałam sama do siebie i wolnym krokiem ruszyłam w stronę salonu, ale zanim to zrobiłam wzięłam aspirynę i szklankę wody ze sobą.
Tam na kanapie przewracał się z boku na bok chłopak, którego "przygarnęłam".
- Moja głowa...- mruknął.
Podeszłam i postawiłam na stoliku szklankę z dwiema tabletkami.
- Weź, pomogą ci- powiedziałam spokojnym, acz nieco stanowczym tonem.

<Lionell?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz