Wracając późną nocą ze studia przechodziłam przez park. Po drodze
spotkałam jakiegoś schlanego gościa na ławce. Normalnie to bym go
zostawiła, ale nie chcę mieć potem wyrzutów sumienia. Gdy spytałam czy
wszystko dobrze, jego odpowiedź była jednoznaczna.
- Pamiętasz chociaż gdzie mieszkasz?- spytałam.
- Niee e- wymamrotał.
Westchnęłam przykładając rękę do głowy i wzdychając. Rozejrzałam się czy
nikogo nie ma. Postanowiłam podjąć ryzyko. Przełożyłam jego rękę przez
swoje ramię i pomogłam wstać. Dobra, jakoś będę musiała dojść z nim do
domu, ale nie wiem czy wytrzymam ten odpychający zapach jakiegoś trunku.
Nigdy nie przepadałam za alkoholem czy paleniem papierosów. Bardziej
preferowałam zdrowy tryb życia. No dobra, piję okazjonalnie, ale w
niewielkich ilościach tak żeby się nie uchlać tak jak mój towarzysz.
Najgorsze w tym wszystkim było to, że był ode mnie sporo wyższy, co
nieco utrudniało sprawę przy moim średnim wzroście. Po drodze było kilka
problemów. Albo się wywalił, albo nie chciał iść. Jednak najgorzej było
przed apartamentowcem. Usiadł na środku wejścia przed drzwiami i przez
dziesięć minut nie miał zamiaru wstać. Jakoś doszłam z nim do windy.
Dobrze że akurat nie było recepcjonisty, bo by mnie nieźle ochrzanił za
wprowadzanie upitych gości z ulicy. Szybko dojechaliśmy na moje piętro.
Spojrzałam na chłopaka. Chyba prawie spał, oczy miał zamknięte, ale
jakoś włóczył nogami. Gdy korytarzem doszliśmy do drzwi mojego
mieszkania przekręciłam kluczyk w zamku, który zdążyłam wyjąć gdy
jechaliśmy windą. Pierwsze co zrobiłam po przestąpieniu progu to
położyłam go na kanapie w salonie. Potem wyjęłam klucz i zamknęłam
drzwi. Zdjęłam kurtkę, a buty ściągnęłam po drodze do kuchni. Wyjęłam z
lodówki sok biorąc kilka łyków. Chłopak zdążył już zasnąć. Przykryłam go
kocem i poszłam do łazienki wziąć prysznic. Po piętnastu minutach
wyszłam przebrana w piżamę, która składała się z krótkiego t-shirtu
odkrywającego brzuch i spodenek. Nastawiłam budzik i poszłam spać.
Następnego dnia z samego rana obudził mnie alarm. Jednym ruchem ręki go
wyłączyłam. Usiadłam na łóżku rozciągając ręce. Wsunęłam na nogi kapcie i
powłóczyłam do kuchni. Będąc tam usłyszałam ciche jęki dochodzące z
salonu.
- Pewnie się obudził...- powiedziałam sama do siebie i wolnym krokiem
ruszyłam w stronę salonu, ale zanim to zrobiłam wzięłam aspirynę i
szklankę wody ze sobą.
Tam na kanapie przewracał się z boku na bok chłopak, którego "przygarnęłam".
- Moja głowa...- mruknął.
Podeszłam i postawiłam na stoliku szklankę z dwiema tabletkami.
- Weź, pomogą ci- powiedziałam spokojnym, acz nieco stanowczym tonem.
<Lionell?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz