Stanęłam przed kolejnym wieżowcem. Spojrzałam w górę i znowu się zdenerwowałam. "Jak jej tam nie będzie, to gdy ją znajdę, potnę na kawałki, skleję i spalę" - pomyślałam. Weszłam do środka i skierowałam się w stronę schodów.
Zadzwoniłam do drzwi, ku mojemu tłumionemu przez twardą maskę zdziwieniu otworzyła mi jakaś dziewczyna.
- Dzień dobry - wymusiłam uśmiech. - Szukam Elizabeth Wayne, znasz ją?
- A może tak pani ją zna? - prychnęła.
- To, że jesteś u siebie nie znaczy, że możesz się wywyższać - kiedy chciała zamknąć drzwi, wcisnęłam nogę i je zablokowałam. - Jeszcze nie skończyłam.
- Nie odchodzi mnie to? - odparła cynicznie.
- Wokaliszczyna od siedmiu boleści - zaśmiałam się i znowu wymusiłam uśmiech. - Do widzenia.
<Shadoe?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz