piątek, 28 sierpnia 2015

Od Jade C.D Shadoe

Spojrzałam na zegarek, była ósma. Od dwóch godzin łaziłam po całym mieście szukając jednej, podłej, znienawidzonej przeze mnie osoby - Elizabeth Wayne. Była to siedemnastoletnia blondynka o zielonych przenikliwych oczach. Dla mnie to jednak wredna żmija, która miała mieć ze mną kurs, o który błagali mnie jej rodzice. Olała go całkowicie, a że kocham denerwować innych i nie ukrywam, że sprawia mi to przyjemność, szukałam jej po całym mieście. Powoli szłam za jej tropem, to dziwne, że każdy trop oznaczał nowy adres dziewczyny, a żaden nie był prawdziwy...
Stanęłam przed kolejnym wieżowcem. Spojrzałam w górę i znowu się zdenerwowałam. "Jak jej tam nie będzie, to gdy ją znajdę, potnę na kawałki, skleję i spalę" - pomyślałam. Weszłam do środka i skierowałam się w stronę schodów.
Zadzwoniłam do drzwi, ku mojemu tłumionemu przez twardą maskę zdziwieniu otworzyła mi jakaś dziewczyna.
- Dzień dobry - wymusiłam uśmiech. - Szukam Elizabeth Wayne, znasz ją?
- A może tak pani ją zna? - prychnęła.
- To, że jesteś u siebie nie znaczy, że możesz się wywyższać - kiedy chciała zamknąć drzwi, wcisnęłam nogę i je zablokowałam. - Jeszcze nie skończyłam.
- Nie odchodzi mnie to? - odparła cynicznie.
- Wokaliszczyna od siedmiu boleści - zaśmiałam się i znowu wymusiłam uśmiech. - Do widzenia.

<Shadoe?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz