Zauważywszy mój błąd postanowiłam czym prędzej zakończyć tę, prowadzącą do niczego dobrego, wymianę zdań. Dziewczyna jednak nie dawała za wygraną, najwyraźniej niezwykle nabuzowana i gotowa wyładować się na zupełnie obcej osobie... zdziwiło mnie jedynie to, że wiedziała, czym się zajmuję jako lubiana mieszkanka miasta.
Gdy tylko zaśmiała się ze mnie, odwróciła się na pięcie i skierowała ku wyjściu, lecz teraz już nie chciałam się jej pozbyć. Gdy ktoś mnie zna, nie mogę pozwolić na spięcie z nim, nawet, jeśli nie pamiętam jej twarzy, co u mnie jest niespotykane.
- Czekaj! - Zawołałam przybierając jednocześnie postawę przyjazną. - Chyba wiem, kogo szukasz. - dodałam. Bardzo zdziwiłabym się, gdyby nie odwróciła się do mnie z powrotem. Zrobiła to, czego oczekiwałam. - Mogłabyś podejść? - Spytałam zniżając nieco głos. Dziewczyna zastanawiała się chwilę, lecz już po kilku sekundach wiadome było, co zrobi. Ruszyła ku progowi mojego mieszkania, by po chwili znaleźć się ponownie przede mną, wciąż z bojowym nastawieniem. - Elizabeth Wayne, tak? - Upewniłam się jakbym nie pamiętała dokładnie, co minutę temu mówiła do mnie nieznajoma. Kiwnęła głową. - Mogę się mylić, ale chyba mieszka budynek obok. Mieszkanie 5/3. - Uśmiechnęłam się do niej tworząc kilkunastosekundową pauzę. - Skąd wiesz, czym się zajmuję? - spytałam nagle, zmieniając temat.
<Jade?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz